Rozdział 2

Chciałam go od siebie oderwać i walnąć mu z liścia, ale... nie mogłam. Nie potrafiłam. A może nie chciałam? Zamiast tego bardziej pogłębiłam pocałunek, dzięki czemu chłopak uśmiechnął się i bardziej na mnie naparł. Po dłuższym czasie oderwał się ode mnie.
-To było cudowne mała. -sapnął mi do ucha na co ja zagryzłam nerwowo wargę. Nie wiedziałam jak się mam zachować. Zaczęłam unikać jego wzroku i bawić się końcówkami moich włosów w zawstydzeniu.

-Nie masz się czego wstydzić piękna... Cała przyjemność po mojej stronie. -uśmiechnął się łobuzersko a ja cała poczerwieniałam.
Świetnie. Właśnie dałam mu satysfakcję, że każda na niego leci. Zawsze ja byłam tą jedyną, która ma go w nosie. Reszta to dziwki, hah. Z drugiej strony... jak miałam oprzeć się tym jego miękkim, słodkim wargom i czekoladowym tęczówką..

co. ja. mówię. Chętnie bym teraz spoliczkowała samą siebie.
Nie zważając na nic, odeszłam. Chłopak stał tam przez chwile lekko zszokowany i zadowolony z siebie po czym włożył słuchawki od mp3 do ucha i nucąc pod nosem melodię udał się na następną lekcję.

***

Całą noc nie mogłam usnąć. Rozmyślałam o Justinie. Jak na kogoś kto nie zbyt za nim przepada bardzo dużo myślę, prawda? Zastanawiam się o co chodziło Pani na chemii. Co miało znaczyć, że celowo nas razem posadziła? Wszystko to wydaje się takie dziwne. Podobno jak dziewczyna podoba się chłopakowi, to ten jej dokucza. Czy ja wiem, czy Justin mi dokuczał? Bardziej drażnił, denerwował, irytował. Zaraz a to nie to samo? Tyle pytaj rodzi mi się w głowie. Dlaczego Justin mnie pocałował skoro mnie nie lubi i zawsze stara się zrobić mi na złość? Czy on coś na prawdę do mnie czuję? Co jeśli tak?

Wiedziałam, że muszę z nim porozmawiać. Nie wytrzymałabym, jestem za ciekawska. Zrobię to jutro. Na pewno. O ile nie spanikuje, podejde do niego i ucieknę a on będzie się zastanawiał co mi sie stało jak ten głupi. Wiedziałam, że teraz w jego obecności nie będę się czuć konfortowo. Wiem też, że nic do niego nie czuję i jeśli się nie mylę to to się nie zmieni.

O boshe.. Nie ma to jak nie spać całą noc a na drugi dzień wstać jak niby nigdy nic i iść do szkoły.

Cóż. Dzień jak co dzień. Ubrałam się, zrobiłam poranną toaletę, zeszłam na śniadanie. Rodziców znowu nie było więc miałam pole do popisu. Harry pewnie wstał wcześniej i poszedł po swoją dziewczynę. Hahah, też w to nie wierzę.

* Ugh, nienawidzę być sama w takim wielkim domu. *

Zaczęłam robić sobię herbatę, kiedy usłszałam czyjeś kroki. Odwórciłam się, ale nikogo nie było. Widocznie zdawało mi się. Kilka minut później - znowu to uczucie. Ktoś tu jest. Wzięłam nóż z szafki i zaczęłam chodzić po całym domu. To, że byłam przestraszona to do prawdy mało powiedziane. Chciałam piszczeć i panikować, ale stwierdziłam, że nic tym nie osiągnę tylko pogorszę sprawę. I przestraszę sąsiadów.

Nagle przewróciłam się o coś na podłodze. Cholera, chyba złamałam kostkę. Potwornie boli. Zaczęłam jęczeć z bólu. A może nie było az tak źle.. Może nie była skręcona? Podskoczyłam czując czyjeś dłonie na moich ramionach.
Ktoś tu był. Ktoś był w moim domu a ja nie wiedziałam kto. Straszne uczucie. Usłyszałam jak przeklnął coś pod nosem i zaczął mnie podnosić.

Byłam zdezorientowana.

-K..kim jesteś? Czego ode mnie chcesz? Po co tu przyszedłeś? Zrobisz mi krzywdę? Jak tu wszedłeś? Czemuu...- zaczęłam, ale mi przerwał.
-Kurwa, Vanessa zamknij się. -powiedział surowym tonem. Miał na sobie maskę, ale mogłam wyczuć, że przewrócił oczami.

-Kim jesteś i skąd znasz moje imie? -powiedziałam szybko przerażona. Zaczęłam się o siebie bardzo niepokoić. Dyskretnie podnosiłam nóż.
-E..ehem. Myślę, że to Ci nie będzie potrzebne skarbie. -odrzekł zachrypniętym głosem i wyrzucił mój nóż. Byłam bezbronna.

-i przepraszam.., ale muszę to zrobić. -zmarszczyłam brwi na znak niezrozumienia.
Chłopak wyjął swój scyzoryk i popatrzył na mnie dziwnie. Wziął moją dłoń i przyłorzył ostrze do mojej skóry. Poczułam niezmierny ból. Zaczęłam się wiercić i krzyczeć z ogarniającego mnie bólu. Kiedy zauważył, że już na prawdę mam tego dość a łzy zamazały mi cały obraz, wziął mnie na ręcę i wyniósł z domu.

Świetnie. Jestem cała obolała. Nadmierny ból w kostce i na nadgarstu, nie wspominając już o bólu psyhicznym. W dodatku zostałam porwana. Co do cholery!? Kto normalny porywa w dzień? ..nie żeby to było największym problemem...

Tajemniczy chłopak zabrał mnie do samochodu i zasłonił oczy jakąś szmatą. Sam wsiadł na miejsce kierowcy. Panowała niezręczna cisza. Jak można jechać samochodem a nie włączć radio? Ugh.

-Nie bój się, nie zabiję Cię. Nie mogę Ci powiedzieć kim jestem. Przynajmniej nie teraz.
Nie zrobiłam Ci tego wszystkiego bo tak chciałem, tylko muszę. Wszedłem do Twojego domu przez okno.
Cofnij... włamałem się. Jak teraz widzisz, poszedłem po Ciebię. Wiedziałem jak masz na imię bo... eh.e..
po prostu Cię znam, okej? Błagam nie zadręczaj mnie więcej pytaniami. Sama wszystkiego dowiesz się z czasem. Jeśli chcesz, mogę już rozwiązać Ci oczy. Jesteśmy poza miastem. -chłopak odpowiedział mi na wcześniej zadane pytania.

Pokiwałam lekko głową smutno się uśmiechając. Jedną ręką ręką trzymał kierownicę a drugą starał się rozwiązać słupeł. Chłopak szybko mi go rozwiązał i mocno skręcił na prawo aby nie zjechać z jezdni.
Jeśli nie zabije mnie po prostu... Zrobi to jego umiejętność prowadzenia samochodu.

Mimo, iż miałam już odkryte oczy, nie wiedziałam kim on jest. Nadal miał maskę... Ja i moja cholerna ciekawość. Nie, to nie idzie w parze. Nie mogłam, musiałam zapytać.

-E.um... noo... -jąkałam się. - Kiedy zamierzasz mi powiedzieć kim jesteś? Przepraszam, miałam nie zdawać pytań, ale...

-Mój mi... killer. -uśmiechnął się a ja oniemiałam. Czy on właście powiedział, że jest zabójcą? Zaczęłam nerwowo wiercić się na siedzeniu. Jestem w aucie z... KRYMINALISTĄ!?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz